Zamek w Niedzicy i jego legendy
Niedzica castle and its legends

Pora nam, dziewczęta, za przędzenie nici na nowe płótno się zabrać. A żeby się nam robota nie dłużyła, opowiem wam kilka historii, które mi moja krewna z Niedzicy niedawno przekazała, kiedy tu przejazdem bawiła. Pamiętacie panią Amelię? Tak, to właśnie ona opowiedziała mi to, co ja wam teraz opowiem. Barbaro, zapal pochodnie. Emilio, przynieś wełnę… Już? Wszystko gotowe? Więc usiądźcie i zacznijmy pracować. Niech się zacznie opowieść…
Na zamku w Niedzicy rezydował kiedyś, dawno temu, pewien możny pan. Miał ten pan córkę, Agnieszkę – jedyne dziecko, dziedziczkę majątku. Piękna to była panna, oj, piękna! Ojciec jej niepokoił się, bo zamek często odwiedzali okoliczni rycerze i przejeżdżający tamtędy kupcy, a on nie chciał, żeby ktoś jego córkę porwał czy skrzywdził. Nie chciał też oddawać jej żadnemu mężczyźnie za żonę. Więc w końcu nakazał Agnieszce zamieszkać w zamkowej wieży. Córka, pamiętając przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”, woli pana się poddała, choć zachwycona nie była.
Zdarzyło się któregoś dnia, że na zamek zajechał rycerz z Anglii. Tak, aż z Anglii! Pan, jak na dobrego gospodarza, godnie przyjął gościa. Następnego dnia, kiedy Anglik po warowni spacerował, zauważył w oknie wieży Agnieszkę. I stało się, że kiedy ich wzrok się spotkał, miłością wielką od pierwszego wejrzenia do siebie zapałali. Żadne z nich nie znało języka drugiego, ale zdołali porozumieć się na migi… I to wystarczyło. Ruszył więc rycerz do ojca pięknej panny, o rękę jej prosić. Ale czy ojciec mowy obcej nie rozumiał, czy zrozumieć nie chciał, dość, że w odpowiedzi na prośbę ręce tylko rozłożył. No więc gość odszedł z niczym, a kolejnego dnia opuścił zamek.
Zatrzymał się rycerz niedaleko zamku i rozmyślać zaczął, jak też pannę porwać. W kilka dni później uradował się: słudzy donieśli, że most zwodzony na noc otwarty pozostał. Ruszył więc Anglik do ataku. Jednak tętent kopyt jego konia na moście obudził strażnika, który natychmiast zaczął ten most podnosić. I tak zakończył życie cudzoziemski rycerz, zsunąwszy się do Dunajca – rzeki, która tam koło zamku płynie. Ostatnie, co się po nim ostało, to okrzyk „Come back!”, który powrót jego po ukochaną miał oznaczać. Agnieszka, powiadomiona o śmierci ukochanego, do klasztoru wstąpić zapragnęła. Ojciec nie sprzeciwiał się temu, sam wielce historią tą zasmucony. Mówią, że teraz słychać czasem, kiedy noc jest bezksiężycowa, jak zmarły tragicznie rycerz woła „Come back!”, a dziedziczka, która w klasztorze życie swoje zakończyła, odpowiada upiornym głosem „Amen!”, jakby potwierdzając swoją wolę spotkania z nim…
Druga historia, którą mi moja krewna opowiedziała, jest równie mroczna. W Pieninach żył kiedyś, i ludziom spokój ducha odbierał, harnaś Gałajda. Najbardziej dał się we znaki hajdukom z zamku w Niedzicy. Raz na przykład, kiedy dzień jakiś świąteczny w karczmie uczcić postanowili, napadł ich tam i kazał swojej bandzie strzelać zacnym żołnierzom pod nogi, zaśmiewając się radośnie kiedy mężczyźni podskakiwali, chcąc uniknąć kul. Przysięgli też żołnierze Gałajdzie, że kiedyś się na nim zemszczą. I zdarzyło się to niedługo później, kiedy jeden z członków jego bandy zdradził harnasia i o jego częstym miejscu przebywania (czyli właśnie tej karczmie) panu na zamku w Niedzicy doniósł. Schwytano Gałajdę i do lochu zaciągnięto, gdzie jedynie małe okienko odrobinę słońca wpuszczało i niewielki skrawek ukochanych gór oglądać pozwalało.
Mijały dni, tygodnie, miesiące. Wiosna nastała. Ale rozbójnik jakby tego nie zauważył, w odrętwieniu żyjąc; rachubę czasu dawno już stracił, nie wiedział, jak długo już w lochu tym przebywał. Co jakiś czas tylko w okienko spoglądał, wspominając dawne dni spędzone tam, na zewnątrz. Jednak pewnego dnia stało się coś, co wszystko odmieniło. Otóż kiedy właśnie po raz kolejny ze smutkiem przypominał sobie dawne swoje życie, brzęczenie przy oknie z zamyślenia go wyrwało. Pszczoła! Wleciała przez kratę. Gdybyż i on mógł tak wlecieć i wylecieć, jak na skrzydłach… Słyszał w prawdzie o bracie Cyprianie z Czerwonego Klasztoru, który skonstruował sobie skrzydła i nad Pieninami na nich latał, ale czy to prawda, czy tylko bajka? A nawet jeśli to prawda, to jakże on mógłby ten czyn powtórzyć? Jak skrzydła skonstruować, kiedy się w małej, pustej celi siedzi? Nagle coś przyszło mu do głowy. Spojrzał na swoją pelerynę i zamyślił się. Wolność albo śmierć, jedno z dwojga z pewnością go spotka, ale każda z tych możliwości jest lepsza niż dalsze życie w tym miejscu. Schwycił więc za zardzewiałą kratę w oknie i z całą swoją wielką mocą (bo silny był niesamowicie i nawet długi czas w celi, na marnym wikcie jaki mu zapewniano, nie zmienił tego) szarpnął za nią. Pręty zostały mu w rękach. Rzucił je na ziemię, wdrapał się na okno, rozpostarł pelerynę i skoczył w dół, w stronę Dunajca.
Niedługo później hajducy odkryli wyrwaną kratę i brak więźnia, ale sądzili, że pewnie życie sobie odebrał. Jednak szybko okazało się, że Gałajda przeżył i znów na czele bandy stanął. Nikt nie ośmielił się zapytać, jak wydostał się z warowni. Tylko jego kompani czasem zastanawiali się, czemu zamiast kupić nową pelerynę, dalej w starej chodzi, choć już dawno zniszczona była…
To już koniec drugiej opowieści o zamku w Niedzicy, dziewczęta. Więcej nie słyszałam. Jednak nie martwcie się, jak tylko znów jacyś krewni mnie odwiedzą, poproszę o kolejne…

Moja opowieść powstała na podstawie książki „Legendy zamków karpackich” Bartłomieja Grzegorza Sali, którą możecie pamiętać, jeśli przeczytaliście recenzję tutaj: http://monikacisek.pl/legendy-zamkow-karpackich-bartlomiej-grzegorz-sala/ Więcej o wspomnianym w drugiej legendzie bracie Cyprianie dowiecie się z mojego tekstu o Czerwonym Klasztorze: http://monikacisek.pl/czerwony-klasztor-slowacja/

SONY DSC

It’s time for us, girls, to spin the thread for a new linen. And to keep us busy, I will tell you a few stories that my relatives from Niedzica recently gave me when she entertained here. Do you remember Lady Amelia? Yes, it was she who told me what I will tell you now. Barbara, light the torches. Emilia, bring the wool… Already? Is everything ready? So sit back and start working. Let the story begin…
There once was a powerful lord who resided at the castle in Niedzica. This lord had a daughter, Agnieszka – the only child, the heiress of the estate. She was a beautiful, beautiful maid! Her father was worried because the castle was often visited by local knights and merchants passing by, and he did not want his daughter to be kidnapped or harmed. He also did not want to give her to any man for a wife. So he finally ordered Agnieszka to live in the castle tower. Daughter, remembering the commandment „Honor your father and your mother,” gave in to the lord’s will, though she was not delighted.
It so happened one day that a knight from England came to the castle. Yes, from England! The lord, as a good host, received the guest with dignity. The next day, when the Englishman walked around the fortress, he noticed Agnieszka in the window of the tower. And it happened that when their eyes met, they would burn with great love at first sight. None of them knew the second language, but they managed to communicate with gestures… And that was enough. So the knight went to the father of a beautiful maiden, to ask her hand. But did not the father of the foreign speech understand, or did not want to understand, enough that he only spread his hands in response to the request. Well, the man left with nothing, and the next day he left the castle.
The knight stopped near the castle and began to think about how to kidnap the maid. A few days later, he was happy: the servants reported that the drawbridge for the open night remained. So the Englishman started to attack. However, the hoofbeat of his horse on the bridge woke up the guard who immediately began to lift the bridge. And so ended the life of the foreign knight, with sliding down to the Dunajec River – the river that flows there near the castle. The last thing that was left after him was the cry „Come back!”, which meant his return to his beloved one. Agnieszka, informed about the death of her beloved one, desired to join the monastery. The father did not oppose this, as he was greatly saddened by this story himself. They say that now when the night is moonless, you can hear the tragically dead knight call „Come back!” and the heiress, who ended her life in the monastery, respond „Amen!” with a ghostly voice, as if confirming her will to meet him…
The second story that my relative told me is equally dark. He once lived in Pieniny, and he took away the peace of mind from his people, „harnaś” (leader of the band of robbers in the mountains) Gałajda. He was the biggest burden to the soldiers from the Niedzica castle. Once, for example, when they celebrated a festive day in the inn, he attacked them and ordered their band to shoot the good soldiers at their feet, laughing merrily when the men jumped up, trying to avoid bullets. And so, the soldiers swore to Gałajda that they would take revenge on him someday. And it happened shortly after when one of the members of his band betrayed the „harnaś” and reported about his frequent place of residence (in other words, this inn) to the lord at the Niedzica castle. Gałajda was captured and taken to the dungeon, where only a small window let in a little sunshine and through which he could see a small section of his beloved mountains.
Days, weeks, months passed. Spring has come. But the robber as if did not notice it, living in a numbness; he lost his feeling of time a long time ago, he did not know how long he had stayed in the dungeon. He just looked through the window every now and then, remembering the old days spent outside. However, one day something happened that changed everything. Well, when he was once again reminding himself of his old life with a sadness, the buzzing at the window from his reverie broke him. A bee! It flew in through the bars. If only he could fly in and out like with the wings… He heard about the brother Cyprian from the Red Monastery, who constructed his wings and flew on them over the Pieniny Mountains, but is it true or just a fairy tale? And even if it was true, how could he repeat the act? How do you construct your wings when you sit in a small, empty cell? Suddenly something occurred to him. He looked at his cape and thought about it. Freedom or death, one of the two will surely meet him, but each of these possibilities is better than to live in this place. So he grabbed the rusty bars in the window and with all his great strength (because he was incredibly strong and even a long time in the cell, on the poor meal he was given, did not change it) he tugged at them. The bars were in his hands. He threw them to the ground, climbed the window, spread the cape and jumped down towards the Dunajec.
Soon after, the soldiers discovered the torn out bars and the lack of the prisoner, but they thought he must have taken his life. However, it soon turned out that Gałajda survived and again stood at the head of the band. Nobody dared to ask how he got out of the stronghold. Only his companions sometimes wondered why instead of buying a new cape, he still wore the old one, even though it was destroyed long ago…
This is the end of the second story about the Niedzica, girls. I have not heard more. However, do not worry, as soon as some relatives visit me again, I will ask for more…

My story was based on the book „Legends of Carpathian castles” by Bartłomiej Grzegorz Sala, which you can remember if you have read the review here: http://monikacisek.pl/legendy-zamkow-karpackich-bartlomiej-grzegorz-sala/ You will find out more about Brother Cyprian mentioned in the second legend from my text about the Red Monastery: http://monikacisek.pl/czerwony-klasztor-slowacja/

SONY DSC