Zoo Zlin (Czechy) 2017
Zoo Zlin (Czechia) 2017

Zoo Zlin… Bilety nie są tanie, ale czytałeś o tym miejscu i postanawiasz je odwiedzić. Jeden z większych ogrodów zoologicznych w Czechach, zbudowany wokół zamku… A dodatkowo kilka opinii mówiło o możliwości zbliżenia się do zwierząt.

                Na miejscu okazuje się, że cały obszar zoo podzielony jest na sektory. Tropiki, Afryka, Azja, obie Ameryki, Australia. Na mapce widać kilka obiektów, które wydają ci się interesujące…

                W „Tropikach” masz możliwość wejść do budynku, w którym po raz pierwszy przekonujesz się, że to, co mówiono o „bliskim kontakcie ze zwierzętami” to prawda. Leniwce, tropikalne ptaki, płaszczki, piranie… Wszystkie one niemal na wyciągnięcie ręki.

                Nieco dalej, ciągle w tej samej „strefie” zoo, trafiasz na inny budynek. Wchodzisz do niego i od razu zauważasz, że w centrum znajduje się duże, okrągłe „coś” otoczone przez zwiedzających. Zanim jednak zdołasz się do „tego” zbliżyć, łapie cię pracownica zoo: „Przed kontaktem ze zwierzętami proszę umyć ręce. Proszę podchodzić do zwierząt bez zegarków, bransoletek i pierścionków na rękach.” I pokazuje w kierunku umywalek wmontowanych w ścianę. Myjesz więc ręce, upewniasz się czy zdjąłeś zegarek i inne ozdoby (o ile takowe akurat miałeś na palcach czy nadgarstku), podchodzisz do miejsca gdzie gromadzą się zwiedzający. Jest to duży, płytki basen wypełniony wodą, w którym pływają płaszczki. Za przykładem innych ludzi najpierw nieco nieśmiało, a potem coraz śmielej wkładasz jedną dłoń – a może i obie, o ile jesteś „wyjątkowo odważny”, jak ja? – pod powierzchnię wody. Po chwili czujesz, jak coś gładkiego i śliskiego przesuwa się po twoich palcach: jedno ze zwierząt podpłynęło do ciebie na tyle blisko, że możesz go dotknąć. Głaszczesz płaski łeb, płetwę… Kiedy odpływa, czekasz na następną.

Aby ułatwić ci wyobrażenie sobie sceny z płaszczkami – proszę, oto jak mogłoby to wyglądać z twojej perspektywy (filmik autorski).

                „Afryka”… Tu trafiasz do ptaszarni, w której nad twoją głową latają między innymi sępy. Tak, bardzo ciekawe wrażenie, prawda? Też tak sądzę.  :-)

W innej części zoo trafiasz na coś, co mocno cię zaciekawia. „Motyla łączka” – z niejakim trudem odcyfrowujesz drogowskaz w języku czeskim (to znaczy – o ile nie władasz tym językiem płynnie). Idziesz we wskazanym kierunku i… po chwili trafiasz do prawdziwego raju dla naukowców zajmujących się badaniem motyli: dziesiątki tych owadów unoszą się nad dużymi kępami bajecznie kolorowych, intensywnie pachnących kwiatów.

                Przechodzisz dalej, po jakimś czasie wędrówki trafiasz do części opisanej jako „Australia” (tym razem łatwo zorientować się o co chodzi nawet, jeśli twoja znajomość języka czeskiego jest znikoma). A to co? Małe drzwiczki zamaskowane w „domku” podobnym do tego, który już widziałeś – aha, więc tu też będzie można być blisko zwierząt… Wchodzisz. Tym razem trafiasz na wybieg emu i walabii. Nie podejdą do ręki, aż tak oswojone nie są, ale ich bliskość i tak może zrobić duże wrażenie…

                Ostatnia część – „Ameryka”. Tu znów masz możliwość zbliżyć się do ptaków, tym razem są to papugi. Jest to, jak się zdaje, najgłośniejszy z wybiegów przeznaczonych do „bliskich spotkań ze zwierzętami”: kiedy tu przebywasz, momentami nie słyszysz własnych myśli. No ale cóż, taki urok przebywania z gromadą „ptasich plotkarek”.

                Tak właśnie mogłabym przedstawić moją wizytę w Zoo Zlin. Miejsce to zrobiło na mnie naprawdę bardzo duże wrażenie. Sama możliwość zbliżenia się do zwierząt bez konieczności pamiętania, że jestem od nich oddzielona kratami (a także możliwość dotknięcia ich, jak w przypadku płaszczek w tym pawilonie!) była dla mnie czymś niesamowitym… Dodatkowym elementem, który mi się spodobał, były przykłady architektury danego kontynentu ustawione w różnych miejscach każdej „strefy” zoo. Co jeszcze? Aha! Zamek. W weekendy jest on zarezerwowany na sesje ślubne, ale przez 5 pozostałych dni tygodnia można go zwiedzać w trakcie wizyty w ogrodzie. Tak więc… Zapraszam! Miejsce to jest rzeczywiście WARTE ODWIEDZENIA.

Zoo Zlin… The tickets are not cheap, but you read about this place and you decide to visit irt. One of the largest zoological gardens in the Czech Republic, built around the castle… And a few more opinions spoke of the possibility of approaching animals.

On the spot, it turns out that the entire zoo area is divided into sectors. Tropics, Africa, Asia, both Americas, Australia. On the map you can see some objects that seem interesting to you…

In the „Tropics” you have the opportunity to enter a building where you first find out that what is said about „close contact with animals” is true. Sloths, tropical birds, rays, piranhas… all of them almost at hand.

A little further, still in the same „zone” of the zoo, you hit another building. You walk into it and immediately notice that in the center there is a large, round „something” surrounded by visitors. But before you go to get to „it”, the zoo worker catches you: „Wash your hands before contacting animals. Please approach the animals without watches, bracelets and rings on their hands.” And she points in the direction of the washbasins mounted to the wall. So you wash your hands, make sure you take off your watch and other decorations (if you have them on your fingers or wrist), you approach the place where the visitors gather. It is a large, shallow pool filled with water, where the rays float. By the example of other people, first a little shyly, and then boldly you insert one hand – or both, if you are „exceptionally brave” like me? – under water. After a moment you feel something slick and slippery sliding down your fingers: one of the animals has come close enough to touch you. You carress flat head, fin… When it’s gone, you’re waiting for the next one.

To make it easier for you to imagine the stingray scene – here you are, here’s how it could look from your perspective (author’s film).

„Africa”… Here you go to the birdhouse where vultures fly over your head. Yes, very interesting impression, right? I think so too.  :-)

In another part of the zoo, you get something that interests you a lot. „Butterfly meadow” – with some difficulty you decipher the Czech signpost (that is, unless you speak the language fluently). You go in the direction you are directed in and… after a while you reach the real paradise for butterfly researchers: dozens of these insects fly above the large bunch of fabulously colorful, intensely fragrant flowers.

Going further, after some time of walking you go to the part described as „Australia” (this time you can easily find out even if your knowledge of Czech is negligible). And what is it? A small door masked in a „cottage” similar to the one you’ve seen – aha, so here you will be able to be close to the animals… You come in. This time you hit the paddock of emus and walabias. They will not come to hand, they are not so tame, but their proximity can make a big impression…

Last part – „America”. Here again you have the opportunity to get closer to the birds, this time they are parrots. This is, it seems, the loudest of the paddocks intended for „close encounters with animals”: when you stay here, sometimes you can’t hear yourself think. Well, well, that’s the charm of staying with a bunch of „bird gossipers.”

That’s how I could present my visit to Zoo Zlin. This place made me really impressed. The very possibility of getting close to the animals without having to remember that I’m separated from them by the bars (and the possibility of touching them, like in the case of rays in this pavilion!) was something amazing for me… An additional element I liked was the examples of the architecture of the given continent set in different places of each „zone” of the zoo. What else? Aha! The castle. On weekends it is reserved for wedding photo sessions, but for the other 5 days of the week, it can be visited during a visit to the garden. So… I invite you! This place is indeed WORTH VISITING.