“Święci i Biesy”, Witold Vargas i Paweł Zych
"Saints and Demons", Witold Vargas and Paweł Zych

                Jaki święty jest twoim imiennikiem, patronem? Mną opiekuje się święta Monika, ta sama, której syn, Augustyn, wygłosił pamiętne słowa: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.” Istnieją o niej legendy, tak jak i o innych świętych; są one mniej lub bardziej zakorzenione w kulturze. W Polsce te legendy są dobrze znane. Niektóre regiony i większe miasta mają nawet własne opowieści, nieznane nigdzie indziej. Istnieją w naszym kraju także opowiadania o „biesach”, czyli diabłach/demonach walczących ze świętymi czy też po prostu wodzących niewinne ludzkie duszyczki na pokuszenie. Skąd się one biorą? Ano, z folkloru, z dawnych czasów; część ich jest jeszcze z czasów, gdy chrześcijaństwo nie panowało na naszych terenach, a część – z tych czasów, gdy nowa wiara powoli zaczynała się tu rozpowszechniać. Interesujesz się taką tematyką? Tak? W takim razie mam coś dla Ciebie. „Święci i Biesy”, księga takich właśnie opowieści zebranych przez Witolda Vargasa i Pawła Zycha. Teraz rozsiądź się wygodnie i posłuchaj, opowiem ci coś…

„Święty Marcin 11 listopada

Od świętego Marcina zima się zaczyna.

Pochodzący z Panonii Marcin otrzymał imię po rzymskim bogu wojny, Marsie. I nie na darmo, bo już w wieku piętnastu lat wstąpił do armii. Wkrótce wraz ze swoim oddziałem trafił do Galii. Tam miało miejsce zdarzenie, które odmieniło jego życie. Pewnego razu Marcin, jadąc konno w pełnym rynsztunku bojowym, zobaczył leżącego na ziemi, zamarzniętego prawie na śmierć żebraka. Oficer odciął połowę swego purpurowego płaszcza i okrył nim biedaka. Następnej nocy przyszły święty miał wizję; objawił mu się Chrystus, który pokazywał Aniołom fragment żołnierskiej opończy ze słowami: „Patrzcie, jak mnie Marcin przyodział.” Przejęty snem wojak przeżył prawdziwe nawrócenie. Przyjął chrzest święty i zrezygnował ze służby wojskowej. Został pustelnikiem, potem misjonarzem, a wreszcie biskupem Tours.

Ogłoszono go patronem żołnierzy, żebraków i… młynarzy. Dla tych ostatnich 11 listopada był dniem wielkiego święta, podczas którego obowiązywał bezwzględny zakaz pracy. Biada temu, kto złamał ten niepisany zwyczaj. Pewien młynarz ze Świątnik, skądinąd uczciwy i pracowity, tak zapamiętał się w robocie, że nie zajrzał do kalendarza i w dzień swojego patrona jak gdyby nigdy nic mełł zboże. Kara nadeszła bardzo szybko: nagle, bez wyraźnej przyczyny, w młynie urwało się koło i woda zalała stawidła. Budynek został wyłączony z produkcji na długie tygodnie, podczas których właściciel miał czas przeprosić świętego Marcina.”

Chcesz wiedzieć więcej o świętym Marcinie? Ciekawi cię, skąd wzięło się cytowane na początku fragmentu powiedzenie o nim? Więcej o nim, a także o innych świętych (oraz o biesach, głównie tych polskich) dowiesz się z książki „Święci i Biesy” Witolda Vargasa i Pawła Zycha, wydanej przez wydawnictwo BOSZ.

Marcinjpg

Okładka książki (skan)

Cover of the book (scan)

What saint is your namesake, patron? The one taking care of me is saint Monika, the same one whose son, Augustine, delivered a memorable words: “As long as you fight, you’re the winner.” There are legends about her, as well as about other saints; they are more or less ingrained in the culture. In Poland, these legends are well known. Some regions and bigger cities even have their own stories, unknown anywhere else. In our country, there are stories about “biesy”, i.e. devils/demons fighting with the saints or simply conducting the innocent human souls into temptation. Where did they come from? Well, from the folklore of ancient times; part of them is from a time when there was no Christianity in our area, and some – from the time when the new faith was beginning to spread here. Are you interested in these topics? Yes? In that case, I have something for you. “Saints and Demons”, the book of just such tales collected by Witold Vargas and Paweł Zych. Now sit back comfortably and listen, I’ll tell you something…

“St. Marcin [Martin] November 11

From St. Marcin [St Marcin’s Day] the winter begins.

A native of Pannonia, Marcin was named after the Roman god of war, Mars. And not for nothing, because at the age of fifteen, he joined the army. Soon, along with his unit, he went to Gaul. There happened an event that changed his life. Once, Marcin, riding a horse in full battle gear, saw a beggar lying on the ground, nearly frozen to death. The officer cut off half of his purple cloak and covered the poor man with it. The next night, the future saint had a vision; Christ appeared to him, who showed the angels the fragment of the soldier sheet with the words: “See how Marcin clothed me.” Moved with the dream, the soldier experienced a true conversion. He received baptism and resigned from military service. He became a hermit, then a missionary, and finally bishop of Tours. They declared him the patron saint of soldiers, beggars, and… millers. For the latter, November 11 was the day of the great feast, during which the absolute prohibition of work was enforced. Woe to him who broke the unwritten custom. A miller from Świątniki, otherwise honest and hardworking, was so persistent in his job that he did not look at the calendar and on the day of his patron, he kept grinding corn as if nothing had happened. The punishment came very quickly: suddenly, for no apparent reason, the wheel in the mill stopped and water flooded the watergates. The building was excluded from production for weeks, during which the owner had time to apologize to St. Marcin.”

Want to know more about St. Marcin? Wonder where the saying about him quoted at the beginning of the passage came from? You’ll learn more about him, as well as about other saints (and the demons, mainly the Polish ones) from the book “Saints and Demons” by Witold Vargas and Paweł Zych, published by the publishing house BOSZ.