Turniej na zamku w Miskolcu (Węgry)
Tournament in the Miskolc Castle (Hungary)

Każdy z nas ma w swoim życiu taki etap, kiedy wszystkie ciocie, wujkowie i inni członkowie rodziny pytają nas „Kim chcesz zostać jak dorośniesz?” albo „Kim będziesz, jak będziesz duży/duża?” I część z nas zapewne przez jakiś czas odpowiadała na tego rodzaju pytania „Chcę być księżniczką!” (to częściej dziewczynki, z dość oczywistego względu) czy też „Będę księciem!”, „Chcę być super bohaterem!”, „Zostanę żołnierzem/rycerzem!” (chłopcy). Cóż… Z moich doświadczeń wynika, że choć czasy zawodowego rycerstwa już dawno minęły, niektórzy młodzieńcy nie pozbyli się tego marzenia nawet w dorosłym życiu. Jeśli jesteście ze mną wystarczająco długo, pamiętacie może kilka moich wpisów na temat różnego rodzaju jarmarków i pokazów mających na celu odtwarzanie życia dworskiego czy aktywności rycerskich lub żołnierskich sprzed kilku wieków. Dziś opowiem wam o kolejnym takim wydarzeniu. Był to turniej rycerski połączony z inscenizacją bitew z dwóch różnych okresów i pokazem umiejętności sokolników. Miał on miejsce przy zamku w węgierskiej miejscowości Miskolc, jako część dwudniowego jarmarku w stylu średniowiecznym.
Już stojąc na parkingu koło zamku można było wczuć się w nastrój tego, co się działo: charakterystyczna muzyka rozlegała się na znaczną odległość. Jeśli przyjechało się wystarczająco wcześnie (pokaz, o którym mowa, zaczynał się o 5:00 po południu), po zakupieniu biletów można było jeszcze rozejrzeć się nieco po okolicy. Stragany rozstawione na dziedzińcu oferowały najróżniejsze pamiątki: figurki, biżuterię, pacynki… Przy odrobinie szczęścia można było znaleźć źródło muzyki: 4 ludzi w średniowiecznych strojach. Kobza, piszczałka, instrument strunowy (pradziad współczesnej gitary), mały bębenek oraz – uwaga! – skórzana nakładka na buta obszyta niewielkimi dzwoneczkami brzęczącymi przy poruszaniu stopą obutą w tegoż buta tworzyły razem iście kocią muzykę. A jednak było w tym coś, co nie pozwalało odejść od dziwacznej grupki grajków…
Król, królowa, i królewna w strojnych szatach siedzą na podwyższeniu po prawej stronie placu. Po ich obu stronach straż (jakżeby inaczej), u stóp władcy przysiadł błazen w jaskrawym ubraniu. Po przeciwnej stronie placu stoją ci sami grajkowie, których było słychać wcześniej. Niech się zacznie przedstawienie! Dwaj mężczyźni na białych koniach galopem objeżdżają plac, popisując się umiejętnościami. Strzały wylatują z łuków i wbijają się w kukły udające rycerzy, duże okrągłe tarcze trzymane przez (żywych) giermków, małe koła na długich drągach, a w końcu także w wyrzucane w powietrze jaskrawo ubarwione krążki. W końcu jednak ich czas się kończy, zjeżdżają na bok. Ich miejsce zajmuje człowiek z łukiem w jednej ręce i pękiem strzał w drugiej, bez wierzchowca. Co, znów to samo? Przecież nie tylko rodzina królewska, ale też i inni widzowie się zanudzą! A jednak nie do końca, tym razem strzały mają trafiać w zwykłą stojącą tarczę. Po każdym strzale odległość jest zwiększana, tak, że ostatni z nich pada niemalże z końca placu (cel znajduje się w jego połowie). Jest to naprawdę duża odległość! Następnie łucznik zamienia strzały i łuk na miecz, toporek i nóż, po czym… zaczyna nimi żonglować. Po chwili takiej „zabawy” zwraca się w kierunku 3 drewnianych figur udających przeciwników. Kilka krótkich ruchów i cele leżą „na plecach”, powalone celnymi uderzeniami. Bronie zostają wyciągnięte, figury postawione pionowo i przesunięte tak, aby stały jedna za drugą. Znów seria machnięć i… wszystkie trafione! Koniec pokazu, pora się pożegnać, szanowny panie. Grajkowie też mogą już zakończyć swoją „kocią muzykę”.
Kiedy łucznik schodzi z placu, przychodzi pora na inscenizację średniowiecznej bitwy zorganizowaną ku uciesze „rodziny królewskiej” i odwiedzających. „Trupy” padają gęsto (szczęśliwie dla obecnych na pokazie dzieci, organizatorzy nie nakazali użycia sztucznej krwi, a prawdziwa się nie pokazała), lecz każdy z nich „umiera” dopiero po zaciętej walce z przeciwnikiem. Moją uwagę – ze względu na pozostałości po dawnych zainteresowaniach – przyciągają konie tych „nieszczęśników”. Zwierzęta pozbawione jeźdźców natychmiast, bez żadnych widocznych wskazówek, odbiegają w kierunku najbliższego wyjścia z placu, gdzie już czekają na nie ludzie mający się nimi zająć.
Bitwa dobiega końca, rycerze „ożywają”, dosiadają swoich wierzchowców i znikają. Co teraz? Aha! Na placu pojawia się jeździec w stroju sokolnika z ptakiem na ręku, obok niego idzie młody chłopak (uczeń?) i drugi mężczyzna w takim samym ubraniu – na dłoni tego również siedzi sokół. Za całą grupą podąża człowiek z czymś, co już wcześniej widziałam, przodkiem współczesnej gitary. Zaczynajmy! Grajek zaczyna wykonywać jakąś dziwną, przeraźliwie głośną i jednostajną melodię. Sokolnik na koniu wykonuje kilka małych kółek, po czym staje. Ptak wzbija się do lotu, oblatuje plac, wraca. Koń rusza naprzód… O, ciekawe jak też ptaszysko teraz sobie poradzi. Odleciał spory kawałek… wrócił. Aha, teraz znowu lot z miejsca. Zaraz, co się dzieje? Czy on miał tak daleko odlecieć? Hm, coś długo nie wraca… Oho! Coś chyba poszło nie do końca zgodnie z planem. Czy mają jakiś „Plan B” na okoliczność ucieczki sokoła? Chyba tak, młody człowiek wyciąga zaczepioną na długim sznurku sztuczną wiewiórkę (jedyny jak najbardziej współczesny element używany w trakcie występu, „zwierzę” naszpikowane jest czymś, co wydaje dźwięk słyszalny jedynie dla obu sokołów). W końcu ptak wraca, ale zamiast usiąść na dłoni trenera, ucieka dalej i opada przy samych siedzeniach publiczności. Długo nie daje się złapać, ale w końcu pozwala mężczyźnie zmusić się do powrotu na rękawicę i nakarmić sporym kawałkiem mięsa. Teraz pora na występ drugiego sokolnika i jego podopiecznego. Spuszczony z ręki ptak kołuje nad placem, obserwując „wiewiórkę” na sznurze. W końcu opada na nią i przyszpila ją do piasku.
Ostatni element pokazu to bitwa w nieco bardziej współczesnym stylu… Oglądając ją mam pewne skojarzenia z klasyką polskiej literatury – „Potopem” Henryka Sienkiewicza, głównie przez armaty huczące i plujące dymem po obu stronach. Jednak większe wrażenie robi na mnie katapulta używana przez jedną z „armii”, wyrzucająca w powietrze kamienie.
Całość przedstawienia jest naprawdę spektakularna, nawet, jeśli widziało się już coś, co było częściowo podobne. W tym roku jarmark już się zakończył, ale jeśli uda wam się trafić na niego w przyszłym roku, koniecznie powinniście postarać się zobaczyć ten konkretny element. Mogę was zapewnić, że nie będziecie żałować tej decyzji!

Fragmenty występu sokolników

Żonglowanie nożem, toporkiem i mieczem, rzucanie nimi do celu… i przeskok w czasie do fragmentów inscenizacji “bardziej nowoczesnej” bitwy, w której użyto dział.

Each of us has a stage in our life when all the aunts, uncles and other family members ask us “Who do you want to become when you grow up?” or “Who will you be when you are big?” And some of us probably responded to these kinds of questions: “I want to be a princess!” (this more often girls, for obvious reasons) or “I will be a prince!”, “I want to be a super hero!”, “I will become a soldier/knight!” (boys) for some time. Well… From my experience, although the times of professional knighthood have long passed, some youngsters have not lost that dream even in adulthood. If you are with me for long enough, you may remember a few of my entries about various fairs and shows aimed at recreating court life or knight or soldierly activity from several centuries ago. Today, I will tell you about another such event. It was a knights’ tournament combined with staged battles from two different periods and a demonstration of falconer skills. It took place at the castle in the Hungarian town of Miskolc, as part of a two-day medieval-style fair.
Already standing in the parking lot near the castle, one could feel into the mood of what was going on: the characteristic music was heard at a considerable distance. If you arrived early enough (the demonstration in question started at 5:00 PM), you could still look around the area after buying the tickets. Market stalls offered in the courtyard offered various souvenirs: figurines, jewelry, hand puppets… With a bit of luck you could find a source of the music: 4 people in medieval costumes. Bagpipes, a pipe, a stringed instrument (ancestor of a modern guitar), a small drum and – attention! – a leather boot on the shoe sewn with small bells ringing while moving the foot covered in this boot formed together a caterwauling. And yet there was something in it that did not let you leave the bizarre group of musicians…
The king, the queen, and the princess in the attired robes are sitting on a platform on the right side of the square. On both sides of them there are guards (how could it be otherwise), at the feet of the ruler a clown in bright clothing sat down. On the opposite side of the square are standing the same musicians that you could hear earlier. Let the show begin! Two men on white horses gallop around the square, showing off their skills. The arrows fly out of the arches and thrust into the dummies pretending knights, large round shields held by (living) squires, small circles on long poles, and finally also brightly colored discs thrown into the air. In the end, however, their time ends, they roll aside. Their place is occupied by a man with a bow in one hand and a bunch of arrows in the other one, without a steed. What, the same thing again? After all, not only the royal family, but also other viewers will get bored! And yet not entirely, this time the arrows are to hit the normal standing shield. After each shot the distance is increased, so that the last one falls almost from the end of the square (the target is in its middle). It is really a long distance! Then the archer turns the arrows and bow to the sword, ax and knife, and then he… begins to juggle them. After a moment of such “play”, he turns towards three wooden figures posing as opponents. A few short moves and targets lie “on their backs”, knocked down by accurate hits. The weapons are pulled out, the figures are placed vertically and moved so that they are staying one behind the other. Again a series of swipes and… all hit! End of the show, it’s time to say goodbye, dear sir. The players can also end their “caterwauling”.
When the archer descends from the square, it is time for staging of a medieval battle organized for the delight of the “royal family” and visitors. The “corpses” fall heavily (luckily for the children present at the show, the organizers did not order the use of artificial blood, and the real one did not show), but each of them “dies” only after a fierce battle with the opponent. My attention – due to remnants of old interests –
is attracted by the horses of these “unfortunates”. Animals deprived of riders immediately, without any visible instructions, diverge towards the nearest exit from the square, where people who are supposed to occupy them are already waiting for them.
The battle comes to an end, the knights “come alive”, sit on their mounts and disappear. What now? Aha! On the square appears a rider in a falconer’s costume with a bird on his hand, next to him a young boy (a student?) and another man in the same clothing are walking – on this one’s hand there also sits a falcon. Behind the entire group follows a man with something that I have already seen, an ancestor of modern guitar. Let’s get started! The musician begins to perform some strange, terribly loud and monotonous melody. The falconer on a horse makes a few small circles, then stands. The bird rises to fly, flies around the square, returns. The horse is moving forward… Oh, I wonder how the bird can do it now. It flew away quite a long way… it came back. Oh, now it’s a flight from one place again. Wait, what’s happening? Was it supposed to fly away that far? Hm, somehow it’s not coming back for a long time… Oh! Something seems to have gone not according to plan. Do they have a “Plan B” in case of the falcon’s escape? Probably yes, a young man pulls an artificial squirrel attached on a long string (the only by all means contemporary element used during the performance, the “animal” is stuffed of something that seems to be audible only for both falcons). Eventually, the bird returns, but instead of sitting down on the hand of the trainer, it escapes further and falls down by the audience’s seats. It cannot be caught for a long time, but it eventually allows the man to force itself to return to the glove and be fed a sizable piece of meat. Now is the time for the performance of the second falconer and his ward. The bird let down from the hand circles over the square, observing the “squirrel” on the rope. In the end it falls on it and pins it to the sand.
The last element of the show is a battle in a slightly more contemporary style… Watching it I have some associations with the classics of Polish literature – “Potop” (“Deluge”) by Henryk Sienkiewicz, mainly because of the cannons roaring and spitting smoke on both sides. However, the catapult used by one of the “armies”, throwing stones into the air, makes a bigger impression on me.
The whole performance is really spectacular, even if you’ve seen something that was partly similar. This year the fair has already ended, but if you manage to hit it next year, you should definitely try to see this particular element. I can assure you that you will not regret this decision!

Fragments of the falconers’ performance

Juggling with a knife, ax, and sword, throwing them to the targets… and fast forward to fragments of the staging of the “more modern” battle, in which cannons were used.