Restrykcyjny dress code
A restrictive dress code

Przyjęcie karnawałowe zorganizowane przez rodzinę Grassi coraz bardziej się rozkręcało, wynajęta na tę okoliczność sala w najlepszym hotelu w okolicy pękała w szwach od ludzi w zwariowanych kostiumach… W jednym kącie pomieszczenia grupa gości przebranych za pionki do „chińczyka” odgrywała partię tej gry, podskakując na olbrzymiej planszy. W innym miejscu 2 grupy w kostiumach przedstawiających białe i czarne figury szachowe wyglądały tak, jakby odgrywały jedną ze scen z pierwszej części kultowej serii książek o młodym czarodzieju. Nieco dalej rycerz walczył ze smokiem, ziejącym ogniem z maszynki ukrytej w jego „pysku”. Jeszcze gdzie indziej muzykanci z Bremy usiłowali właśnie odtworzyć swój pomnik*. Alicja usiadła przy stoliku ustawionym po przeciwnej stronie sali, aby wypić herbatkę w towarzystwie Szalonego Kapelusznika, Susła, i Zająca Marcowego; po chwili wstała, złapała za łapę przechodzącego obok Białego Królika, i przemieściła się w kierunku pola do krykieta, na którym czekały już Królowa i Księżna z jeżami i flamingami w rękach oraz kilka osób przebranych za karty do gry. Księżniczka w białej sukni z błękitnymi zdobieniami pocałowała zielony pysk olbrzymiej żaby, na co płaz zdjął wierzchnią część kostiumu, odsłaniając kryjącego się wewnątrz księcia. Co chwilę pojawiał się ktoś nowy, zaskakując zebranych pomysłowością kostiumu. Rodzina Grassi – w składzie: pan i pani Grassi, ich syn i córka, kuzyn, nestorka rodu, oraz lokaj – witali nowoprzybyłych w strojach żywcem wyjętych z filmu o upiornej rodzinie Addamsów.
W pewnej chwili osoby stojące najbliżej wejścia stały się świadkami dziwnej sceny. Do drzwi podszedł młody człowiek w staromodnym fraku, pelerynie sięgającej ziemi i cylindrze. Wyciągnąwszy z kieszeni zaproszenie, pokazał je ochroniarzowi.
– Przykro mi, nie mogę pana wpuścić. To przyjęcie kostiumowe, państwo Grassi wyraźnie zapowiedzieli, że mam odprawiać każdego, kto przyjdzie w stroju wieczorowym… – Ochroniarz skrzywił się; miał już nadzieję, że nie będzie musiał tego mówić. W odpowiedzi młodzieniec wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Och, w takim wypadku… W porządku, proszę wejść. Życzę panu miłej zabawy!
Co takiego skłoniło ochroniarza do zmiany zdania? Czy przestraszył się tego w jaki sposób mężczyzna się uśmiechnął? A może miał jeszcze inny powód?

*Muzykanci z Bremy to oczywiście 4 zwierzęta z baśni braci Wilhelma Karla i Jacoba Ludwiga Karla Grimma: osioł, pies myśliwski, kot i kogut. Pomnik ich znajduje się w Bremie, mieście do którego zmierzały po ucieczce od swoich właścicieli. Wygląda on tak (zdjęcie znalezione na oficjalnej stronie Wikipedii poświęconej tej baśni):

Odpowiedź

Mężczyzna przyszedł w kostiumie hrabiego Draculi. Kiedy się uśmiechnął, odsłonił sztuczne wampirze kły, które nałożył na swoje własne zęby. Dlatego właśnie ochroniarz wpuścił go dopiero wtedy – wcześniej po prostu nie zorientował się, że frak i reszta stroju tego akurat gościa to nie „strój wieczorowy” lecz elementy kostiumu.

The carnival party organized by the Grassi family was getting more and more popular, the room rented in this hotel in the best hotel in the neighbourhood was bursting with people in crazy costumes… In one corner of the room, a group of guests dressed up as the pawns used in „Mensch ärgere Dich nicht” played the game, jumping on the giant board. In another place, 2 groups in costumes depicting white and black chess figures looked as if they were acting out one of the scenes from the first part of the cult book series about the young wizard. A little farther, a knight fought against a dragon breathing fire from the machine hidden in its „mouth”. Still elsewhere, Town Musicians of Bremen were just trying to recreate their monument*. Alice sat down at a table set on the opposite side of the room to drink tea in the company of the Mad Hatter, Dormouse, and the March Hare; after a moment she got up, grabbed the paw of White Rabbit who was passing by, and moved towards the cricket field, where the Queen and Duchess with hedgehogs and flamingos in their hands and a few people dressed as playing cards were already waiting. A princess in a white dress with blue ornaments kissed the green face of a giant frog, to which the amphibian took off the top part of the costume, revealing the prince inside. Every now and then someone new appeared, surprising the gathered with their costume’s ingenuity. The Grassi family – composed of Mr and Mrs Grassi, their son and daughter, a cousin, the senior of the family, and the butler – welcomed newcomers in outfits straight out of the movie about the ghostly Addams family.
At one point, people standing closest to the entrance became witnesses of a strange scene. A young man approached the door in an old-fashioned coat, a cloak reaching down to the ground and a cylinder. Pulling the invitation out from his pocket, he showed it to the bodyguard.
„I’m sorry, I cannot let you in. It’s a costume party, the Grassis have clearly announced that I am not supposed to let in anyone who comes in evening dress…” The bodyguard grimaced; he hoped he would not have to say that to anyone. In response, the youngster grinned with a broad smile. „Oh, in that case… It’s okay, please come in. Enjoy yourself, sir!”
What prompted the bodyguard to change his mind? Did he get scared of how the man smiled? Or maybe he had another reason?

*Town Musicians of Bremen are of course 4 animals from the fairy tales of the brothers Wilhelm Karl and Jacob Ludwig Karl Grimm: a donkey, a hunting dog, a cat, and a rooster. Their monument is located in Bremen, the city where they were going after their escape from their owners. It looks like this (photo found on the official Wikipedia page dedicated to this fairy tale):

Answer

The man came in the costume of Count Dracula. When he smiled, he unveiled artificial vampire’s fangs, which he had put on his own teeth. That’s why the bodyguard let him in then – he just did not realise that the tailcoat and the rest of the outfit of this particular guest was not the „evening dress” but the elements of the costume.