“Przeminęło z wiatrem”
"Gone with the wind"

„Monia, mogłabyś zobaczyć co tam się dzieje? Już ponad godzinę stoimy w miejscu! Anastasiia właśnie piąty raz z rzędu dzwoniła i pytała, kiedy będziemy!!!” Polina, moja koleżanka z Ukrainy, nerwowo wrzuciła telefon do torebki. No tak, racja, taki korek to jednak niepokojące zjawisko. Jechałyśmy właśnie z Krakowa do Rzeszowa – Anastasiia (Poliny przyjaciółka, która akurat przebywa w mieszkaniu jakiejś swojej ciotki) nagle stwierdziła, że do czegoś mnie pilnie potrzebuje. Jakaś wielka afera, zdaje się, że komuś tam coś zaginęło, a kochana „Ana” nie chciała przyjąć do wiadomości, że ja wszelkiego rodzaju podobne afery znam wyłącznie z książek. No więc zgarnęłam Polinę (na wypadek problemów z porozumiewaniem się) i wyruszyłyśmy w drogę.

                Przez kilka minut starałam się uspokoić zdenerwowaną dziewczynę, momentami rozpaczliwie starając się zrozumieć, co do mnie mówiła – nerwy spowodowały, że zaczęła mieszać język polski z ukraińskim, co dawało dość… ciekawe rezultaty. W końcu skapitulowałam i wysiadłam z samochodu, po czym zaczęłam sunąć w kierunku początku korka. To, co zobaczyłam, spowodowało, że niemal się przewróciłam. Spodziewałam się zobaczyć jakiś wypadek, może rozbitą ciężarówkę lub inną podobnych rozmiarów maszynę, ale to… to przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Radiowóz, owszem – stał tam, na poboczu, tak jak przewidywałam. Jednak obok policyjnego auta stał zaparkowany motocykl, a prawdopodobny właściciel maszyny dwukołowej, w asyście stróżów prawa, chodził po drodze, co chwilę schylając się i podnosząc coś z asfaltu. Przyjrzawszy się dobrze temu, co zbierali, biegiem wróciłam do mojego samochodu i – krztusząc się ze śmiechu – opowiedziałam wszystko Polinie. Kiedy dziewczyna (z dość oczywistych względów) popukała się w czoło i wyraziła wątpliwości dotyczące mojego zdrowia psychicznego, niemal siłą wyciągnęłam ją na ulicę, po czym z równą stanowczością zaprowadziłam ją do miejsca, gdzie sama wcześniej stałam. W chwilę później także i ona ledwie była w stanie powstrzymać atak wesołości. Dlaczego? Co takiego zbierał z asfaltu motocyklista i policjanci?

Odpowiedź

Po przyjacielskiej pogawędce z motocyklistą dowiedziałam się, że był on synem właściciela jednego z pobliskich dużych sklepów spożywczych. Po całym dniu pracy, ojciec zadzwonił do niego z prośbą o zawiezienie utargu do banku i wpłacenie go na konto. Chłopak nie sprawdził dokładnie pojemnika z pieniędzmi; w trakcie jazdy pokrywa (widocznie źle zabezpieczona) odskoczyła i zawartość skrzynki… jakby to ująć? O! Już wiem. O zawartości skrzynki można by było śmiało powiedzieć, że „przeminęła z wiatrem”, jak miłość w powieści Margaret Mitchell. Szczęśliwie dla młodego człowieka, w pobliżu przejeżdżał akurat radiowóz. Policjanci zdziwili się nieco widokiem banknotów unoszących się na wietrze; namierzywszy pojazd, z którego one wyfruwały, zatrzymali pechowego młodzieńca, po czym wstrzymali ruch na ulicy i pomogli mu pozbierać to, co stracił.

“Monia, could you see what’s going on there? We’ve been standing in place for over an hour! Anastasiia has just called for the fifth time and asked when we would come!!!” Polina, my friend from Ukraine, nervously threw the phone into her purse. Well, right, such a traffic jam is a disturbing phenomenon. We were driving from Kraków to Rzeszów – Anastasiia (Polina’s  friend, who is just now staying in the apartment of her aunt) suddenly thought that she needed me for something urgently. Some big affair, it seems that someone lost something there, and dear “Ana” didn’t want to acknowledge that I only know all kinds of similar scandals from books. So I grabbed Polina (in case of communication problems) and we set off on the road.

For a few minutes I tried to calm the upset girl down, sometimes desperately trying to understand what she was saying – nerves caused her to start mixing Polish with Ukrainian, which gave… interesting results. Finally, I capitulated and got out of the car, and then started to head towards the top of the traffic jam. What I saw made me almost fall over. I was expecting to see an accident, maybe a broken truck or other similar sized machine, but this… surpassed my wildest expectations. The cop car, yes – it was there, on the side, as I had predicted. But next to the police car was parked a motorcycle, and the likely owner of a two-wheeled machine, accompanied by law enforcement officers, walked along the road, bending down and lifting something from the asphalt from time to tim. Having looked at what they were gathering, I went back running to my car and, choking with laughter, I told everything to Polina. When the girl (for quite obvious reasons) knocked on her forehead and expressed doubts about my mental health, I nearly pulled her out to the street, and then, with equal determination, brought her to the place where I had previously been standing. Just a moment later, she was barely able to stop the attack of merriment, too. Why? What did the motorcyclist and police collect from the asphalt?

Answer

After a friendly chat with the motorcyclist I learned that he was the son of the owner of one of the nearby large grocery stores. After the whole day of work, his father called him to ask him to take the money to the bank and pay it into the account. The boy didn’t check the container with the money properly; during the drive, the cover (apparently badly secured) jumped away and the contents of the box… how do I put it? Oh! I already know. One could safely say that it was “gone with the wind”, like love in Margaret Mitchell’s novel. Luckily for the young man, a cop car was driving in the vicinity. The policemen were surprised by the sight of notes floating in the wind; having noticed the vehicle from which they had spiked, they stopped the unlucky young man, after which they stopped the traffic on the street and helped him to collect what he had lost.