Zaginiony okup
Lost ransom

„Chcesz zobaczyć synalka całego i zdrowego? To weź swój wielki diament – tak, ten największy i najcenniejszy z twojej kolekcji! – i zanieś go do parku miejskiego. W parku pójdziesz do budki telefonicznej, tej, która jest w jego centrum, włożysz skarb do torby i pójdziesz do domu… A wtedy synek wróci do ciebie radosny jak skowronek! Tylko pamiętaj, żadnych numerów. Bo inaczej…” Dolarewski, milioner, po raz setny przesłuchiwał nagranie z automatycznej sekretarki swojego telefonu komórkowego. Śmiech porywacza przy zwrocie „radosny jak skowronek” spowodował, że mężczyzna zazgrzytał wściekle zębami, jednak już po chwili ciarki przeszły mu po plecach, gdy któryś raz z rzędu usłyszał kończący wiadomość wymowny dźwięk, jaki wydaje duszący się człowiek. „Co zrobić, co zrobić?” myślał. Z jednej strony nie chciał oddawać najcenniejszego okazu ze swojej kolekcji diamentów, ale z drugiej… Jak mógłby zostawić jedynego syna na pastwę tego człowieka?

                W końcu Dolarewski zdecydował się zadzwonić na policję. Funkcjonariusze poinstruowali go, że powinien spełnić nakaz porywacza – w takim miejscu jak budka telefoniczna w parku łatwo go będzie wyśledzić i złapać, kiedy będzie chciał zabrać diament… Przynajmniej tak sądzili. Syn milionera rzeczywiście wrócił do domu cały i zdrowy, ale porywacz pozostał nieuchwytny, a diament nigdy nie wrócił do swojego prawowitego właściciela. Dlaczego? Czyżby policja w tym mieście była aż do tego stopnia nieudolna? A może to właśnie porywacz był zbyt sprytny?

Odpowiedź

„Want to see your sonny safe and sound? So take your big diamond – yes, the largest and most valuable one in your collection! – and take it to the city park. In the park you go to the phone booth, that one which is in the center, put the treasure in the bag and go home… And then the son will come back to you happy as a clam! Just remember, no numbers. Because otherwise…” Dolarewski, a millionaire, was listening to the recording from the answering machine for a hundredth time. The kidnapper’s laughter at the phrase „happy like a clam” caused the man to grind his teeth furiously, but after a while shiver went down his spine when he heard the meaningful sound that a suffocating man makes ending the message another time in a row. „What to do, what to do?” he thought. On the one hand, he did not want to give away the most precious specimen from his collection of diamonds, but on the other… How could he leave his only son at the mercy of this man?

In the end, Dolarewski decided to call the police. The officers instructed him that he should fulfill the order of the kidnapper – in a place like a telephone booth in the park it would be easy to track him down and catch him when he wants to take a diamond… Or so they thought. The son of a millionaire really returned home safe and sound, but the kidnapper remained elusive, and the diamond never returned to its rightful owner. Why? Was the police in this city inept to such a point? Or maybe it was the kidnapper who was too clever?

Answer

  • Monika Cisek

    Na podstawie zagadki z serii „Takie życie”./Based on the riddle from the series „Takie życie” („That’s life”).