Legenda o wierzbach i kotkach – Monika Cisek
Legend about willows and kittens - Monika Cisek

Widzieliście kiedyś pączki na wierzbie? Te takie małe, puchate kuleczki? Po polsku mówi się na nie „bazie” albo „kotki”. A czemu akurat „kotki”, a nie na przykład „pieski”? Niedawno znalazłam staropolską legendę, która pięknie wyjaśnia pochodzenie tego określenia. Odkryta przeze mnie wersja jest mocno skrócona, ale czytając ją, zrobiłam to, co często czynię w takich sytuacjach: wymyśliłam dłuższy, bardziej szczegółowy opis tego, o czym czytałam. Posłuchajcie…
W pewnej małej wiosce, w chacie na uboczu, mieszkała razem z ludzką rodziną również kocica, Czarnulka. Miała ona 5 kociąt, małych urwisów. Wszędzie ich było pełno, nigdy nie było wiadomo, co za chwilę zrobią. Znikające lub pogryzione niedzielne buty gospodarza, rozrzucone po klepisku (i, oczywiście, pobrudzone!) najlepsze suknie gospodyni, ciasto na chleb, w którym nagle pojawiały się odciski małych kocich łapek… Te i inne psoty były na porządku dziennym. No, ale takie są uroki wieku dziecięcego. Czarnulka wiedziała o tym, więc nie karciła swych pociech zbyt ostro.
Pewnego ciepłego wiosennego dnia wybrała się nasza kocica nad rzekę za wsią, zabierając ze sobą wszystkie kocięta. Maluchy, uradowane pierwszym w tym roku wyjściem poza chatę, natychmiast rozbiegły się po brzegu. Wyścigi, tarzanie się w trawie, łapanie motyli… Zabawom nie było końca. Czarnulka ułożyła się pod jedną z rosnących nad rzeką wierzb i obserwowała młode z uśmiechem na puchatej mordce. Tak, cudownie się na nie patrzyło…
Nagle zdarzyło się coś strasznego: jeden z kotków poślizgnął się na stromej części brzegu i zsunął się do wody. Rodzeństwo rzuciło się na pomoc, usiłując złapać nieszczęśnika, ale nie udało im się. Grunt był śliski, a w pobliżu nie było nic, czego mogłyby się przytrzymać, żeby uniknąć poślizgu – żadnych wystających kamieni czy innych tym podobnych elementów, które mogłyby posłużyć do tego celu. Woda w tym miejscu rzeki była głęboka… Co robić, co robić? Matka podbiegła do miejsca, z którego przed chwilą ześlizgnęły się jej dzieci, i zaczęła płakać żałośnie. Jeszcze chwila i straci całą piątkę! Nie zdołają już długo utrzymać się na powierzchni wody, są na to zbyt słabe. Ona sama pływać nie umiała, więc nie udałoby jej się wyłowić kociaków. Nagle usłyszała szum, jakby gałęzie drzew wiatrem poruszone – choć przecież wiatru nie było. Chwilę później zobaczyła, że rosnące nad brzegiem wierzby wyciągnęły swe długie, mocne gałęzie w kierunku rzeki i zanurzyły ich końce w wodzie.
– Chwyćcie gałęzie, złapcie je mocno! – zaszemrały głośno drzewa (bo trzeba wam wiedzieć, że w tych dawnych czasach rośliny i zwierzęta mogły porozumiewać się ze sobą wzajemnie, a także niekiedy z ludźmi). Kotki natychmiast złapały końce konarów i przywarły do nich. Już po chwili wszystkie leżały bezpiecznie na brzegu – przemoczone do suchej nitki, zmęczone próbami utrzymania się na powierzchni wody i przerażone tym, co się im wcześniej zdarzyło, ale jednocześnie szczęśliwe, bo nic już im nie groziło. Jak tylko poczuły się lepiej, podbiegły do drzew i zaczęły dziękować za ratunek. I, jak potem powiedziały swojej mamie, mogłyby przysiąc, że wśród szumu gałęzi (tym razem spowodowanego podmuchem wiatru) usłyszały cichy śmiech…
Od tego czasu każdego roku, na wiosnę, wierzbowe gałęzie pokrywają się małymi, puchatymi pączkami, na pamiątkę tego wydarzenia. Stąd też wzięło się określenie „kotki” używane jako nazwa tych pączków.

Have you ever seen buds on a willow? These small, fluffy balls? In Polish, they are called „bazie” or „kotki” („kittens”/”kitties”). And why just „kittens”, and not for example „puppies”? Recently, I found an old Polish legend that beautifully explains the origin of this term. The version I discovered is very short, but while I was reading it, I did what I often do in such situations: I invented a longer, more detailed description of what I was reading about. Listen…
In a small village, in a cottage off the beaten track, a she-cat, Czarnulka, lived with the human family. She had 5 kittens, small urchins. They were all over, and it was never known what they would do next. The best Sunday shoes of the farmer disappearing or being chewed on, the best dresses of the farmer’s wife spread across the barn-floor (and, of course, soiled!), bread dough in which the imprints of small cat paws suddenly appeared… These and other mischief happened on the daily basis. Well, but these are the charms of childhood. Czarnulka knew about it, so she did not chastise her children too hard.
On a warm spring day, our she-cat came to the river behind the village, taking all kittens with her. Toddlers, who were delighted the first out of the cabin this year, immediately scattered around the shore. Racing, wallowing in the grass, catching butterflies… There was no end to the games. Czarnulka lay down under one of the willows growing at the river and watched the young ones with a smile on a pale cat face. Yes, it was wonderful to look at them…
Suddenly, something terrible happened: one of the cats slipped on the steep part of the shore and slid into the water. The siblings rushed to help, trying to catch the wretch, but they did not succeed. The ground was slippery, and there was nothing nearby to hold on to in order to avoid slipping – no protruding stones or other similar items that could be used for this purpose. The water in this part of the river was deep… What to do, what to do? The mother ran to the place where her children had slipped off a moment ago and began to cry miserably. Take a moment and lose the whole five! They will not be able to stay afloat for long, they are too weak for it. She cannot swim herself, so she can not catch the kittens. Suddenly she heard a rustle as if the branches of the trees were moved by the wind – though there was no wind. A second later she saw that the willow trees growing on the banks of the river had drawn their long, strong branches towards the river and dipped their ends into the water.
„Grab the branches, hold on to them tight!” the trees rustled loudly (because you have to know that in these ancient times plants and animals could communicate with each other, and sometimes with people too). The kitties immediately caught the ends of the branches and clung to them. After a while, they all lay safely on the shore – completely soaked, tired of trying to stay afloat and terrified of what happened to them before, but happy at the same time, because nothing was threatening them anymore. As soon as they felt better, they ran up to the trees and began to thank them for the rescue. And, as they later said to their mother, they could have sworn that among the rustle of branches (this time caused by a gust of wind) they heard a silent laugh…
Since then, each year, in spring, willow branches are covered with small, downy buds, in remembrance of this event. Hence the term „kotki” used as the name of these buds.