„Joyland”, Stephen King
„Joyland”, Stephen King

Park rozrywki – może nie jest to idealne miejsce pracy, ale gdy chce się zarobić na czesne na studia, nie można wybrzydzać. Prawda? Poza tym, po przeżyciu zawodu miłosnego też zrobisz wszystko, żeby o tym zapomnieć. Tym właśnie kieruje się dwudziestojednoletni Devin Jones, przyjmując ofertę pracy w Joylandzie. W jakiś czas później ma się jednak przekonać, że to akurat wesołe miasteczko z całą pewnością nie jest „krainą radości”, jak usiłował przekonywać jego założyciel, nadając mu taką nazwę. Usiłując rozwikłać zagadkę morderstwa w „domu strachów”, Devin w końcu przekonuje się, że pewnym ludziom po prostu nie można ufać – niezależnie od tego, jak dobrze się z nimi pracuje. Jednocześnie jego poglądy na życie, śmierć… i to, co może nastąpić później, zmieniają się, gdy poznaje Annie Ross i jej chorego, umierającego syna Michaela. Czy Devin dowie się w końcu, kto zabił Lindę Gray? Czy mały chłopiec z silnie rozwiniętą intuicją będzie mógł mu w tym pomóc? I czy młodzieńcowi uda się sprawić, że ostatnie miesiące życia tego chłopca będą czymś innym niż oczekiwanie na przejście do lepszego świata? Na te pytania będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami, czytając „Joyland”.
„Joyland” wpadł mi w ręce w lipcu, krótko przed planowanym wyjazdem na wakacje… i była to idealna pora, żeby zacząć go czytać. Jest to jedna z książek, których nie da się czytać z myślami zajętymi tym, co koniecznie trzeba zrobić na kolejny dzień. Aby w pełni ją zrozumieć, trzeba się nią delektować – tak jak dobrym posiłkiem, który nigdy nie ujawni pełni swojego smaku, jeśli zje się go zbyt szybko, z myślami zajętymi zupełnie czymś innym. Takie książki, podobnie jak wykwintne dania, po odpowiednim „spożyciu” na długo zostają w pamięci, prawda? Dokładnie tak stało się z dziełem Stephena Kinga w moim przypadku. Lubię czytać horrory i kryminały, a w „Joylandzie” znalazłam najlepsze według mnie cechy tych gatunków: napięcie wyczuwalne nawet w tak „zwykłych” scenach jak rozmyślania Devina o jego byłej, zagadkę (kto zabił Lindę Gray?), wokół której obraca się cała akcja, niewyjaśnione zdarzenia podchodzące pod opis „paranormalne”… a to wszystko złączone przemyśleniami o ludzkim życiu i jego sensie. Jak już pisałam w recenzji „Posłańca” Markusa Zusaka, interesują mnie książki, w których postaci zmuszone są do takich refleksji, „Joyland” stał się więc dla mnie jedną z tych, nazwijmy to, „lektur”, które odłożyłam na półkę „Do ponownego przeczytania”. Spodobało mi się również to, że nawet wspomniane przeze mnie „paranormalne” wydarzenia są wplecione w akcję w taki sposób, że czytając mogłam łapać się na myśli „To mogło się rzeczywiście wydarzyć!”, choć doskonale wiedziałam, że opisane sytuacje to fikcja i tylko fikcja.
Polecam „Joyland”, wydany w Polsce przez wydawnictwo Prószyński i S-ka, wszystkim tym, którzy lubią czytać horrory i/lub kryminały, tak jak ja. I liczę, że, również podobnie jak ja, znajdą w tej książce to, co najbardziej podoba im się w tych gatunkach literackich. Jednocześnie uważam, że powinni się nią zainteresować ludzie preferujący dzieła o tematyce związanej z poszukiwaniem sensu życia. Jestem pewna, że i oni znajdą w tym tomie coś dla siebie. A więc… „Wejdź jeśli się odważysz!”

.

Theme park – maybe it’s not an ideal work place, but when you want to earn money for your tuition fees, you can’t turn your nose up to it. Right? Besides, after living through a love disappointment you’d do anything to forget about that. This is what twenty-one-years-old Devin Jones goes by when he accepts a job offer in Joyland. But some time later he is to get to understand that this very theme park is by no means a ‘land of joy’, as its founder tried to convince by giving it such a name. Attempting to unravel a mystery of the murder in the “fright house”, Devin eventually gets to understand that you just can’t trust some people – no matter well you work with them. At the same time his views on life, death… and what might happen later on change when he gets to know Annie Ross and her ill, dying son Michael. Will Devin eventually get to know who killed Linda Gray? Will the little boy with highly developed intuition be able to help him with that? And will the youth be able to make the last months of this boy’s life something better than just waiting for the passage to the better world? You’ll have to answer those questions yourselves while reading “Joyland”.
I got “Joyland” in July, shortly before a planned holiday trip… and it was a perfect time to start reading it. This is one of those books which can’t be read in hurry, with one’s thoughts busy with something that must be sure to be done for the following day. To understand it fully, one needs to savor it – just like one does with a good meal that never shows its full taste if one eats it too quickly and thinking about something completely different. Such books, just like opulent dishes, stay in your memory for a long time, don’t they? That’s exactly what happened to Stephen King’s work of literature in my case. I’m into reading crime stories and horrors and in ‘Joyland’ I found what I think are the best characteristics of both genres: tension that can be sensed even in such ‘ordinary’ scenes as Devin’s considerations about his ex-girlfriend, a mystery (who killed Linda Gray?) around which the whole action is turning, unexplained occurrences that could be described as ‘paranormal’… and that all combined by the considerations about human life and its sense. As I’ve already wrote in the review of ‘The Messenger’ by Markus Zusak, I’m into books in which the characters are forced to such afterthoughts. And so ‘Joyland’ became for me one of those, let’s call it that way, ‘set books’, that I put on the ‘Read again’ bookshelf. Another thing I liked was that even those ‘paranormal’ occurrences which I mentioned are put into the action in such a way that I could catch myself on the thought ‘This could really happen!’, though I knew that the described situations are fiction and just fiction.
I recommend ‘Joyland’, published in Poland by Prószyński i S-ka publishing house, to all those who are into horrors/crime stories just like I am. And I count that they will find in this book what they like most in those genres, again just like I did. At the same time, I think that people preferring works of literature with the theme connected to searching for the life’s sense should also get interested in it. I’m sure they’ll also find something for themselves in this volume. And so… ‘Come in if you dare to!’

  • Monika Cisek

    Dla czytelników znających język polski, mała reklama: moja dobra znajoma prowadzi bloga czytelniczego, na którym zamieszcza recenzje przeczytanych książek. Nie są to tylko „chwalebne” recenzje, jak moje – opisuje w nich także książki, które przeczytała, a które jej się nie podobały. Tu na przykład recenzja „Joyland”, akurat dość pozytywna: https://ksiazkoholiczka22.blogspot.com/search?q=joyland