Historia Melci – fortuna i w drogę!
The story of Melcia - a fortune and hit the road!

Amelia, Amelka, Melcia… Jaką osobę widzisz oczyma wyobraźni, słysząc to imię i jego zdrobnienia? Zapewne małą dziewczynkę, mającą tak na oko 6-7 lat… może niekoniecznie w uroczej sukieneczce, ale w trampkach, spodenkach i podkoszulku, z włosami spiętymi w kucyki lub związanymi w warkoczyk. Pewnie wyobrażasz sobie, że ta urocza osóbka mogłaby ucieszyć się, mając możliwość wybrać się do Wrocławia i szukać tych figurek krasnali, które pokazywałam w jednej z moich galerii zdjęć. Prawda? Znam pewną osobę, której na chrzcie nadano właśnie to wdzięczne miano. I wiesz? Twój opis całkiem nieźle do niej pasuje. Tylko włosy ma zbyt krótkie, żeby móc je związać… i wiek się nie zgadza. Zgadzałby się, gdyby pomnożyć te „na oko 6-7 lat” razy 10. Zdziwiony? Spodziewałam się tego. A teraz posłuchaj, i jeśli mieszkasz z kimś, lub masz sąsiadów, którym twój głośny śmiech mógłby przeszkadzać, to lepiej od razu znajdź sobie jakieś logiczne wyjaśnienie nagłego wybuchu „głupawki”; jest to zupełnie nieprawdopodobna historia…

                „Ciocię Melcię”, jak kazała na siebie mówić, poznałam z ust pewnej mojej koleżanki. Dziewczyna ta napisała do mnie niedawno wiadomość na moim ulubionym portalu społecznościowym, informując, że jedna z jej ciotek wpadła na nieco szalony pomysł. „Huh? Jaki znów szalony pomysł, kochanie? Cóż ta twoja ciotunia wymyśliła? Opowiadaj!” zareagowałam, myśląc, że ciotunia pewnie odkryła w sobie zdolności artystyczne… Płyta? Wystawa obrazów? Książka? Malowanie porcelany? Różne możliwości przeleciały mi przez głowę. Jednak to, co droga koleżanka mi opisała, przeszło moje najśmielsze oczekiwania…

                Słowem wstępu: ciocia Melcia od długiego czasu – właściwie przez większość swojego życia – oszczędzała pieniądze, jak to się mówi, „na czarną godzinę”. Już w młodym wieku rodzice i dziadkowie dawali jej co pewien czas drobne sumy, nakazując schować je do skarbonki, „bo nie wiadomo kiedy i na co się mogą przydać”. Doszedłszy do pełnoletniości, miała w ten sposób uzbieraną sporą sumkę, którą wpłaciła na specjalnie założone konto bankowe; kiedy zaczęła pracować, odkładała na to konto pewną część każdej pensji, co po tych wszystkich latach pozwoliło jej cieszyć się małą fortuną. Niedawno okazało się, że zmarła jakaś bardzo zamożna krewna Melci, która, jak się okazało, nie miała już nikogo bliższego niż Melcia właśnie – mąż umarł kilka lat wcześniej, dzieci ani rodzeństwa nie miała, a jej rodzice… huh, to jest już oddzielna i długa historia. W każdym razie, krewna zapisała cały swój majątek (dom i fortunę) cioci tej mojej koleżanki. Tym sposobem, nasza główna bohaterka mogła się przenieść ze skromnego domku w małej miejscowości do okazałego domu w Sandomierzu, a jej konto z oszczędnościami zostało zasilone sumą, o jakiej nigdy jej się nie śniło.

                W jakiś czas po przeprowadzce, ciocia Melcia zaczęła odczuwać problemy zdrowotne. Po wizycie u lekarza okazało się, że niestety będzie musiała posiedzieć przez kilka tygodni w domu, nie wychodząc lub wychodząc tylko w razie „wyższej konieczności”. I w tym właśnie miejscu zaczyna się główna część historii, ta, która najbardziej mnie zaszokowała. Mianowicie, rodzice tej koleżanki, która mi wszystko opowiedziała, postanowili zapewnić ciotuni rozrywkę. Ponieważ krewniaczka jest dobrze zaznajomiona z najnowszą technologią, postanowili oni podsunąć jej adres bloga podróżniczego, który niedawno znaleźli. Było tam sporo opisów miejsc w Polsce i w Europie, trochę zdjęć, a także wspomnienia 2 występów, na których autorka tegoż bloga była jakiś czas wcześniej – 2 grup baletowych – i pewnej wystawy, którą ta osoba odwiedziła. Ciocia ucieszyła się bardzo, bo lubi takie strony… a im więcej wpisów czytała, tym bardziej chciała pojechać w te miejsca. W końcu, kiedy wyzdrowiała, w jej głowie był w pełni uformowany plan.

                Co takiego postanowiła zrobić pomysłowa Amelia? Otóż najpierw, wyszukała sobie w notesie adresy i numery telefonów krewniaków, z którymi utrzymywała najlepsze kontakty. Rozsiani oni byli po kilku województwach, ale to tylko ułatwiło jej wykonanie tego, co sobie zamierzyła. Następnie, zaczęła dzwonić do każdego z nich, umawiając się na konkretny termin spotkania. Wszyscy otrzymali podobną propozycję: przyjadą do Melci, do Sandomierza, zabiorą ją do tego czy tamtego obiektu opisanego na wyżej wymienionym blogu, pozwiedzają z nią, po czym odwiozą ją do domu. Ona za to zapłaci za ich bilety i benzynę, bo przecież środki na to ma. Tym sposobem, ciotunia zaskarbiła sobie miłość wieczystą tej części rodziny… Jednak 2 kuzynów Amelii otrzymało dużo ciekawsze propozycje.

„Mareczku, nie miałbyś przypadkiem ochoty pojechać ze mną na przedstawienie baletowe? W Gdańsku… Tak, w Gdańsku, mówią na to ‘balet’, ale to tak bardziej w kierunku tańców tradycyjnych. Co mówisz? Nie, ukraińska grupa… Tak. O, super. To przyjedź do mnie, dobrze? I razem pojedziemy, ja już mam bilety. Dziękuję!” To było miesiąc temu, przedstawienie zdążyło się już odbyć; natomiast kilka dni temu Melcia wykonała telefon do drugiego kuzyna: „Jureczku, kochanie! Mam dla ciebie propozycję. Tak, propozycję, skarbie! Tak bardzo mi pomogłeś przy tym remoncie, odwdzięczyć się chciałam. Miałbyś ochotę na wyprawę po Europie? W przyszłym tygodniu na Ukrainie jest występ takiej grupy gruzińskiej, tancerzy… Chciałbyś pojechać? Super! A potem… potem Czechy, Słowacja – po kilka miast w każdym z tych krajów. Ze Słowacji na Węgry, wypatrzyłam tam kilka miejsc ciekawych… Później? Do Austrii i do Niemiec. To jest razem jakieś 6 tygodni, żeby móc pozwiedzać. Pieniądze? A to nie mówiłam ci? Mam oszczędności, a poza tym ciocia Apolonia zmarła i spadek mi zostawiła. Tak, spadek! Eh, no cóż, do zobaczenia, Jureczku!”

                Gdzieś pomiędzy tymi rozmowami z drogimi kuzynami cioci Melci, zdarzył się naszej bohaterce ciekawy wypadek. Pamiętasz, jak wspominałam o Wrocławiu i krasnalach? Tak? No właśnie – wybrała się więc ciotunia do Wrocławia; odwiedziła Kolejkowo (ten taki budynek, w którym poustawiano modele torów w różnych lokalizacjach, po których jeżdżą elektryczne kolejki), zwiedziła starówkę… i wzięła udział w grze miejskiej. Jakiej grze miejskiej? To bardzo proste: ludzie dobierali się parami, po czym musieli znaleźć jak najwięcej krasnali, które poustawiane są w różnych punktach całego miasta. Musieli przy tym fotografować znalezione krasnale, aby mieć możliwość udowodnić deklarowaną po powrocie liczbę. Para z największą liczbą na koncie wygra cenną nagrodę. Melcia postanowiła, że chce być w parze z Magdą, z którą przyjechała do tego pięknego miasta. W jakiś czas po rozpoczęciu gry, kuzynka wpadła na genialny pomysł: a może by się rozdzielić? Większa szansa na znalezienie kolejnych brodatych ludzików! Uradziły, że będą się kontaktować przez telefon, wysyłając wiadomości. Poszły więc w różnych kierunkach i już po kilkunastu minutach, zaczęły wymieniać się informacjami o odnalezionych krasnalach. Jednak w pewnej chwili, Melcia pomyliła numer. Zamiast wysłać kilka pod rząd wiadomości o kolejnych małych ludzikach do Magdy, wysłała je do… do tej mojej koleżanki, dzięki której mogłam się o wszystkim dowiedzieć. Koleżanka dostała więc informacje następującej treści: „Znalazłam Papę Krasnala!!!”, „3 kolejne, te z kampanii ‘Wrocław bez barier!’”, „Automatek znaleziony!” Zdziwiona, zadzwoniła do cioci z zapytaniem, o co chodzi – dopiero wtedy zorientowała się ona o pomyłce. A tak ciocia Melcia wyglądała z perspektywy pewnego dość mocno zdumionego przechodnia we Wrocławiu (według tego, jak opisał spotkanie z nią swojej małżonce):

„Więc idę sobie ulicą Świdnicką, chcę wejść do przejścia podziemnego, i nagle słyszę taki przeraźliwy, głośny pisk. A za chwilę śmiech taki, jakby osoba ‘głupawki’ dostała. No to odwracam się, Basiu, i wiesz co widzę? Obok naszego Papy Krasnala klęczy kobieta, zdjęcie mu komórką robi, i śmieje się do rozpuku, za brzuch się trzymając. Nagle schyla się i całuje go w czubek czapki, po czym klepie go po brzuchu, wstaje, uśmiecha się radośnie, klepie po głowie jakąś małą dziewczynkę, która akurat obok niej stanęła, i w podskokach – W PODSKOKACH, Basiu!!! – odbiega, wysyłając po drodze całusy mężczyznom przechodzącym obok, w tym mnie. Jak wyglądała? Wysoka, szczupła, włosy krótkie – nie całkiem „na jeżyka”, ale uszu nie zakrywały… Jeansy, trampki, podkoszulek czarny. No, nie była najmłodsza, ale więcej niż 50 lat bym jej nie dał. Eh, Basiu… gdybym ja miał tyle energii co ona…”

OŚWIADCZENIE

Umieszczone na końcu, bo z doświadczenia wiem, że wszelkie odautorskie wstępy i przedmowy są często omijane, wolałam się więc zabezpieczyć…

Za nic nie przyznam się, co w tym opowiadaniu jest prawdą, a co fikcją. Krasnale wrocławskie – a przynajmniej te, które zdołałam znaleźć, bo to przebiegłe stworzenia są i kryć się umieją! – możesz oczywiście, czytelniku, znaleźć na zdjęciach w jednej z moich galerii… Zachęcam cię jednak, abyś sam wybrał się na ich poszukiwanie. A może postanowisz zrobić coś podobnie szalonego jak ciocia Melcia? Tak czy owak, dziękuję ci bardzo za to, że postanowiłeś zainteresować się tą małą historyjką i mam nadzieję, że ci się ona spodobała.

Pozdrawiam!  :-)

Monika

Amelia, Amelka, Melcia… What kind of person do you see with the eyes of your imagination, hearing the name and its diminutives? Probably a little girl, around 6-7 years old… maybe not in a cute dress, but in sneakers, shorts and T-shirt, with hair tied in ponytails or in a pigtail. You probably imagine that this lovely person would be happy to have the opportunity to go to Wrocław and look for those dwarf figures that I showed in one of my photo galleries. Right? I know someone who was baptized with this charming name. And you know? Your description is pretty good for her. Only the hair is too short to be tied… and the age does not match. It would match if you multiplied those „around 6-7 years old” times 10. Surprised? I expected that. And now, listen, and if you live with someone, or have neighbors whom your loud laugh may disturb, then you’d better immediately make up some logical explanation for the sudden burst of hilarity; this is a completely unlikely story…

I got to know „auntie Melcia”, as she ordered to be addressed, from the story of a friend of mine. The girl has recently messaged me on my favorite social networking site, telling me that one of her aunts had a crazy idea. „Huh? What kind of crazy idea, honey? What did this auntie of yours make up? Tell me!” I reacted, thinking that the auntie had probably discovered her artistic abilities… A CD? Exhibition of paintings? A book? Painting porcelain? Different possibilities flew through my head. However, what my dear friend described, exceeded my wildest expectations…

The word of the introduction: aunt Melcia has spent a long time – actually for most of her life – saved money, so to say, „for tough times”. Already at a young age, parents and grandparents gave her small sums of money every day, ordering them to be kept in a piggy bank, „because you do not know when and where they can come in handy.” Having come of age, she had thus collected a large sum of money which she deposited in a specially set up bank account; when she started working, she put aside a portion of her salary, which after all these years allowed her to enjoy a small fortune. It has recently been revealed that Melcia’s well-to-do relative has died, which, as it turned out, had no closer relatives than Melcia herself – her husband had died a few years earlier, she had no children or siblings, and her parents… huh, it is a separate and long story. In any case, the relative left all her estate (house and fortune) to the aunt of this friend of mine. This way, our main heroine could move from a modest house in a small town to a magnificent house in Sandomierz and her savings account was fed with a sum she had never dreamed of.

Sometime after moving, aunt Melcia began to feel sick. After visiting the doctor, it turned out that unfortunately she would have to stay home for several weeks without leaving or leaving only in the case of „higher necessity”. And that’s where the main part of the story begins, the one that shocked me the most. Namely, the parents of this friend who told me everything decided to provide the auntie with entertainment. Because the relative is well acquainted with the latest technology, they decided to give her the address of a travel blog they had recently found. There were a lot of descriptions of places in Poland and in Europe, some photos and also memoirs of 2 performances the author of this blog saw some time ago – 2 ballet groups – and one exhibition she visited. Auntie was very pleased because she liked such web pages… and the more entries she read, the more she wanted to go to these places. Finally, when she recovered, a fully formed plan was in her head.

What did the ingenious Amelia decide to do? Well, first, she found in the notebook the addresses and phone numbers of the relatives with whom she had the best contact. They were spread in several provinces, but that only made it easier for her to do what she intended. Then, she started to call each of them, agreeing to a specific date of the meeting. Everyone received a similar proposal: they would come to Melcia, to Sandomierz, take her to this or that place described in the blog mentioned above, visit with her and then take her home. She, in turn, would pay for their tickets and gasoline, because she has the funds for it. This way, the auntie has earned the eternal love of this part of the family … However, 2 cousins of Amelia received much more interesting proposals.

„Mareczek, wouldn’t you be willing to go with me for a ballet show? In Gdańsk… Yes, in Gdańsk, they say ‚ballet’, but it is more in the direction of traditional dances. What are you saying? No, the Ukrainian group… Yes. Oh, cool. Come to me, okay? And we’ll go together, I already have tickets. Thank you!” It was a month ago, the show has already taken place; and a few days ago Melcia made a phone call to another cousin: „Jureczek, darling! I’ve got an offer for you. Yes, offer, baby! You have helped me so much with this repair, I wanted to pay back. Would you like to travel to Europe? Next week in Ukraine there is the performance of such a Georgian group, dancers… Would you like to go? Cool! And then… then Czech Republic, Slovakia – to several cities in each of these countries. From Slovakia to Hungary, I spotted some interesting places there… Later? To Austria and to Germany. It is about 6 weeks together, to be able to visit. Money? And didn’t I tell you? I have savings, and besides aunt Apolonia died and left me an inheritance. Yes, inheritance Eh, well, see you, Jureczek!”

Somewhere between these conversations with the dear cousins of aunt Melcia, our heroine happened to have an interesting accident. Do you remember how I mentioned Wrocław and the dwarfs? Yes? That’s right – auntie went to Wrocław; she visited Kolejkowo (the building where the railroad models were located in different locations, where electric trains were routed), visited the old town… and took part in an urban game. What urban game? It was very simple: people matched themselves in pairs, and then they had to find as many dwarfs that at different points in the city as they could. They had to photograph the dwarfs found to be able to prove the number saidafter the return. The couple with the highest number would win a valuable prize. Melcia decided that she wanted to be with Magda, with whom she had come to this beautiful city. Sometime after the game started, the cousin came up with a brilliant idea: could they be separated? More chance to find more bearded people! They said they would contact by phone, by sending messages. So they went in different directions and after a dozen or so minutes, they began to exchange information about the found dwarfs. However, at some point, Melcia chose the wrong number. Instead of sending a few messages in a row about the small people to Magda, she sent them to… my friend, from whom I could find out about that. The friend got the following information: „I found Papa Krasnal!!!”, „3 more, those from the campaign ‚Wrocław without barriers!'” „Automatek found!” Surprised, she called her aunt asking what was going on. She realized it was a mistake. And this is how aunt Melcia looked from the perspective of a somewhat stunned passer-by in Wrocław (according to how he described the meeting with her to his wife):

„So I’m going down the Świdnicka Street, I want to enter the underground passage, and suddenly I hear such a screeching, loud squeal. And after a moment, a laugh, as if a person had a burst of hilarity. Well, I turn around, Basia, and you know what I see? Next to our Papa Krasnal, a woman is kneeling, she takes a picture of him with a cellphone, and laughs hard, holding her belly. Suddenly she bends and kisses him on the tip of his cap, then pats him on the stomach, gets up, smiles happily, pats the head of a little girl who just happened to stand beside her, and she runs off jumping – JUMPING, Basia!!! – blowing the kisses along the way to the men passing by, including me. What did she look like? Tall, slender, short hair – not quite like the recruits have it, but the ears were not covered… Jeans, sneakers, black T-shirt. Well, she was not the youngest, but more than 50 years I would not give her. Eh, Basia… if I had as much energy as she…”

STATEMENT

Placed at the end, because from experience I know that all the  introductions and forewords from the authors are often bypassed, so I preferred to protect myself…

No way on earth will I admit what in this story is truth and what is fiction. The Wrocław dwarfs – at least the ones I managed to find, because they are cunning creatures and can hide themselves! – you can, of course, reader, find in the photos in one of my galleries… But I encourage you to go on search by yourself. Or maybe you’re going to do something crazy like aunt Melcia? Anyway, thank you very much for the fact that you decided to take a look at this little story and hope you like it.

Regards!  :-)

Monika