„Czarodziejska księga”, Janina Porazińska
"The magic book", Janina Porazińska

                Gdy byłam mała, zdarzało mi się prosić rodziców, babcię lub dziadka: „Poczytaj mi!” Najczęściej odpowiedzią na moją prośbę były krótkie wierszyki najbardziej znanych polskich poetów piszących dla dzieci lub baśnie braci Grimm czy H. Ch. Andersena. Jednak pewnego dnia moja mama przyniosła z antykwariatu coś zupełnie dla mnie nowego: książkę „Czarodziejska księga” Janiny Porazińskiej. Tak, tej samej autorki, której wierszyk „Był sobie król” wykorzystałam niedawno jako podstawę do jednej z moich zagadek. Dzieło to jest zbiorem najpiękniejszych, klasycznych polskich baśni: „Siostra siedmiu kruków”, „Ptak Cezariusz”, „Pasterz tysiąca zajęcy”, itp. Wszystkie one opatrzone są kolorowymi ilustracjami i spisane barwnym językiem, który nie przestał mnie przyciągać mimo upływu lat. Dlaczego? Oto przykład tegoż języka, fragment z wymienionej już baśni „Siostra siedmiu kruków”:

„Przy piecu matka siedzi, nić lnianą matka przędzie. Przędzie i serce urzewnia. Synów wspomina:

                ‘A ten pierwszy urodził się pod słońce w znaku Byka. Silny był ponad miarę lat swoich. Ramiona miał rozłożyste jak buk konary. W grzbiecie miał siłę niepomierną. Kamień młyński sam sobie na bary zadawał i niósł go pod górę, śpiewający. Było mu Krzepimir.

                A drugi z trzecim urodzili się pod słońce w znaku Bliźniąt. Podobniuteńcy byli ze sobą na dziwo. Ani ich mogła rozeznać ona, matka rodzona. Wołkami siwymi, wołkami bliźniętami oborywali granice pól kmiecych. Wiadomo, takiego pola grady bić nie śmieją. Było im Mścisław i Mścigniew.

                A ten czwarty urodził się pod słońce w znaku Lwa. Ten nie znał, co to truchliwość. Sam jeden z paliczką w garści szedł w głuchobory. Samowtór z niedźwiedziem się mocował. Samowtór odyńca ubijał. Było mu Władybój.

                A ten piąty urodził się, gdy słońce było w znaku Panny. Ten-ci urody był panieńskiej. Lico miał gładkie, zróżowione jak owoc moreli. Miłownik gędźby był wielki. Skrzypki sobie z lipiny strugał i grał, a śpiewał, aże się sercu lubo czyniło. Było mu Radosław.

                A ten szósty urodził się, gdy słońce było w znaku Koziorożca. Ten-ci najradziej brał łuk i szedł w góry, i uganiał się za stadami kozic. Sam jak kozica skakał ze skałki na skałkę i zwisał na granitowych iglicach, i wspinał się ku pustaciom, gdzie aby orły skwirczały, a wiatr chmury przeganiał. Było mu Wrócibój.

                A ten siódmy urodził się, gdy słońce było w znaku Wodnika. Ku wodzie go nęciło. Niestraszne mu były ciemne topiele ni bystre nurty, ni chwytliwe wiry. Rzucał się śmiało w każdą wodę, a ona go brała jak swego i kołysała na fali, i niosła bez urazy. Było mu Miłosz.’

                Przy piecu matka siedzi, nić lnianą matka przędzie. Przędzie i serce urzewnia. Synów wspomina.

                ‘A ten pierwszy urodził się…’

                I tak matka urzewniała się siedem dni i siedem nocy. Aż jej ten smętek przegryzł serce do znaku.

                Ósmego dnia o świcie wyszła córka w sad.

                Barcie tam stały, rojami brzęczały.

                Zastukała w kłodę, kędy rój mieszkał.

– Pszczółki, pszczółki, a to wasza gaździna pomarli!

                Wynieśli matkę na grzebalnik.

                A siostra płachetkę na piersiach skrzyżowała, chatę kołkiem zaparła i poszła w świat braci szukać.”

                Na pomarańczowej, mocno już zniszczonej okładce wydania „Czarodziejskiej księgi”, które wtedy dostałam, widnieje logo wydawnictwa Nasza Księgarnia.

When I was little, I happened to my ask parents, my grandmother or my grandfather: „Read to me!” Most often the answer to my request were short poems of the most famous Polish poets who wrote for children and fairy tales of the Grimm brothers and H. Ch. Andersen. But one day my mother brought something completely new to me from the antique shop: the book „The magic book” by Janina Porazińska. Yes, by the same author whosr poem „There was a king” I’ve recently used as a basis for one of my riddles. This work is a collection of the most beautiful, classic Polish fairy tales: „Sister of seven ravens”, „Bird Cezariusz”, „Shepherd of a thousand hares”, etc. All of them are accompanied by colorful illustrations and written in vivid language, that does not stop me draw despite the passing years. Why? Here is an example of that language, a fragment of the already mentioned fairy tale „Sister of seven ravens”:

„The mother is sitting by the furnace, spinning the linen thread. Spinning and mourning in her heart. She is recalling her sons:

‚And the first one was born under the sun in the sign of Taurus. Strong he was, beyond the measure of his age. His arms were spreading like beech branches. In the back of his there was a critical force. He put the millstone on his shoulders himself and carried it up the hill, singing. He was called Krzepimir.

And the second and third ones were born under the sun in the sign of Gemini. They looked surprisingly alike. Even she herself could not tell them apart, their own mother. They plowed the borders of the serfs’ fields with gray oxen, twin oxen. It is known that the hails do not dare beat such fields. They were called Mścisław and Mścigniew.

And the fourth one was born under the sun in the sign of Leo. This one did not know what fear was. Alone, phalanx in hand, he walked into the dark woods. Alone, he wrestled with a bear. Alone, he slaughtered the boar. He was called Władybój.

And the fifth one was born when the sun was in the sign of Virgo. This one was of a maidenlike beauty. His face was smooth, pink like apricot fruit. He was a great lover of music. He peeled himself a feedle from a linden tree and played, and sang so, that you felt pleasant at heart. He was called Radosław.

And the sixth one was born when the sun was in the sign of Capricorn. This one would most gladly take a bow and walked into the mountains, and chase the herds of goats. He himself jumped from one rock to another like a goat and hung on the granite spiers, and climbed toward the plains where only eagles were screeching and the wind was chasing the clouds away. He was called Wrócibój.

And the seventh one was born when the sun was in the sign of Aquarius. He was tempted towards water. He was not feared by the dark whirlpools or sharp currents, or catchy eddies. He threw himself boldly into any water, and it took him as hers and rocked him on the waves, and carried him with no offense. He was called Miłosz.*

The mother is sitting by the furnace, spinning the linen thread. Spinning and mourning in her heart. She is recalling her sons.

‚And the first one was born…’

And so the mother was mourning for seven days and seven nights. Until this melancholy gnawed her heart to the core.

On the eighth day at dawn the daughter came out into the orchad.

There stood beehives there, buzzling with swarms.

She knocked on the log where there was a swarm living.

„Bees, bees, your housekeeper died!”

They brought her mother to the graveyard.

The sister crossed the cloth on her chest, locked the cottage with the pin and went into the world to look for the brothers.”

There is the logo of Nasza Księgarnia publishing house displayed on the orange, already heavily damaged cover of the edition of „The magic book” which I then got.

*The names of the brothers come from Polish words:

  1. Krzepimir – from Old Polish „krzepki” („robust”)
  2. The twins: Mścisław – from „mścić się” („to revenge oneself”) and „sławić” („praise”/”glorify”); Mścigniew – from „mścić się” and „gniew” („anger”)
  3. Władybój – from „władać” („to rule”) and „bój” („battle”/”combat”/”fight”)
  4. Radosław – from „radować się” („to rejoice”) and „sławić”
  5. Wróciwój – from „wracać” („to come back”)
  6. Miłosz – from Old Polish „miłować” („to love”)